niedziela, 18 czerwca 2017

HaDeK czerwiec 2017




Cześć wiara! 
Wczoraj był mały dzień dziecka :D 
Polazłem o 8 rano oddać krew do stacji. Byłem ciekaw jak pójdzie, bo w Poznaniu w Rckik zawsze bardzo dokładnie badają dawców i to tu dostałem w wieku 25 lat dyskwalifikacje na oddawanie krwi. Z że to był mój fyrtel, to tam łaziłem za szczóna. A co było wczoraj?
 Łe Jezu... naoglądała mnie doktórka z każdej mańki, popatrzyła po wynikach obecnych i na przestrzeni ostatnich oddań. Mówię w końcu do niej
 - i co? będę żył? Mogę oddawać? Zdrowy?
- panie, jak kuń!
W związku z tym lekko sobie pofolgowałem i mój bebech się cieszył :)
Ponieważ ostatnio, jak wiecie jem dość mało, a śniadania w zasadzie nie istnieją, to się trochę bałem. Tuz po oddaniu, pielęgniarka wyjmuje igłę i mówi:
- nawet nie pytam jak się pan czuje, bo tak mnie pan bajeruje, że widzę że jest wszystko dobrze :p

Wstałem, przeszedłem się kawałek, chyba jest dobrze. Ale ten soczek sobie machnę co dają. W sumie 100% jabłek + woda. Niby nic więcej.. chlup! (takie małe te kartoniki robią :p)
I.. fajna reakcja. Poczułem się tak jak wtedy, gdy rok temu podczas postu warzywno-owocowego postanowiliśmy na kilka dni głodówki o wodzie. Mała szklanka soku zadziałała jak jakieś narkotyki. Od razu do pionu, oczy się szerzej otworzyły i od razu energia. Normalnie jak w kreskówce :D 
Pojechałem prosto ze stacji odwiedzić ojca. Byłem u niego około 10 rano.Tatuś dał mi dwie miseczki truckawek, pewnie z pół kilo zjadłem. Potem  kawusia i do kawusi wciągnąłem tabliczkę gorzkiej czekolady. Ale byłem szczęśliwy (chociaż lekko mnie mdliło :p).
I jak mnie koło 12 nie zacznie ssać w żołądku! burczeć i skręcać. Pędem do chaty i mówię do Tygrysa, że w sumie brzuszek pełen, lekko mdli a głodny jestem jak cholera! I jeszcze mi się spać chce, mimo, że kawę piłem. A Tygrysek na to:
- jak żeś się obeżarł cukru, insulina Ci wywaliła, zbiła glukozę, to teraz jesteś głodny, mimo, że obżarty i spać Ci się chce, bo wpadłeś w hipoglikemie
Na obiadek zjadłem duży kotlet z mielonej szynki z pół kilo suruwiacza z młodej kapusty i od razu lepiej i szczęśliwiej mi się zrobiło :)
7 czekolad jeszcze zostało, do Opola w ten upał nie dowiozę, ja ich nie chcę, bo są z mlekiem i soją, dam sąsiadce co ma dziecioki, niech się kielczą :) 

 


środa, 14 czerwca 2017

Światowy Dzień Krwiodawcy

Światowy Dzień Krwiodawcy
Z tego tytułu składam wszystkim dawcom DUUUUŻO zdrowia! Póki co mam przekroczone 15 litrów.Zacząłem oddawać jak tylko skończyłem 18 lat. Starałem się tak 2-3 razy w roku. Gdy skończyłem 25 lat lekarze powiedzieli. że moja krew się już nie nadaje do przetaczania i dostałem dyskwalifikacje. Było mi bardzo smutno z tego powodu, no ale trudno, jak zdrowie nie pozwala ...
Po 30 -stce zacząłem dietę paleo, po drodze 5 pełnych postów dr.Dąbrowskiej i robiąc rutynową kontrolę badań do pracy na kuchni Asia zauważyła, że bardzo mi się poprawiają wyniki.
Poszedłem więc do stacji mając 32 lata, że chciałbym znów oddawać. Pokazałem wyniki badań. Lekarz się zaciekawił, zgodził się na pobranie i sprawdzenie i zatwierdził moją zdolność do oddawania. I tak od tego czasu chodzę po 4 razy w roku regularnie oddawać krew.
Także, jak się chce, to wszystko jest możliwe!! Oddanie krwi nie boli, trwa z 10 min. Jesteś pod okiem lekarzy i pielęgniarek, dostajesz czekolady (ja je rozdaję mam IO).Ale najważniejsze jest to, że wracasz do domu z uśmiechem, że dałeś bliźniemu cząstkę siebie!
Oddaj chociaż raz w życiu krew, jeśli oczywiście możesz :) Asia nie może, bo ma hashimoto, to ja oddaje za nas dwoje :)


sobota, 10 czerwca 2017

Chleb ziemniaczany



Cześć :)
Dziś przepis na chlebuś, najlepszy jaki może być! dlaczego? bo jest z pyrami! Rewelacja na węglowodanową kolację. My z Tygrysem uwielbiamy go lekko posmarować szmalcem, położyć małosolnego ogórka i mniam mniam mniam! Chleb jest przepyszny, robi się szybko, no i  NIE MA JAJEK. Także dla mojej hashimoto żony jak znalazł :)

Czas wykonania:
3 godziny

Potrzebny sprzęt:
- piekarnik
- blaszka "keksówka"
- papier do pieczenia
- waga kuchenna

Składniki:
- 300 g ziemniaków
- 300 g mąki gryczanej 
- 25 g drożdży
- 330 ml wody z kranu 
- łyżeczka soli
- łyżeczka miodu

Wykonanie:
- ziemniaki obrać, ugotować i przełożyć na sito, żeby odciekły
- drożdże kruszymy do jakiejś miski
- dodajemy miód i mieszamy aż się drożdże rozpuszczą
- ziemniaki ubijamy na puree
- dodajemy wodę, sól i mąkę gryczaną
- mieszamy dokładnie i przykrywamy ściereczką/ręcznikiem płóciennym
- odstawiamy w ciepłe miejsce na minimum 30 min żeby ciasto lekko wyrosło
- foremkę wykładamy papierem do pieczenia
- zagniatamy (mieszamy) ciasto i umieszczamy w foremce
- wkładamy chleb do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 50 minut
- gdy czas się skończy sprawdzamy patykiem od szaszłyka, czy ciasto jest wilgotne i się klei do kijka (jak jest suchy i czysty - wyjmujemy chleb)
- od razu obracamy formę do góry nogami
- ostrożnie odklejamy papier
- chleb odkładamy na jakąś kratkę, żeby odparował i nie zrobił się wilgotny (może być np. kratka z piekarnika)

UWAGA!
Wiesz, że napisałem ebooka z chlebami i pastami?
SPRAWDŹ! 👉   http://www.ajwendieta.pl/produkt/ebook-bezglutenowe-chleby-i-pasty-pawel-jackowski/



czwartek, 8 czerwca 2017

Tortille gryczane




Eloszka!
Taka była wczoraj kolacyja :) Czyli węgle na noc.
Ponieważ nie jemy z Asią jajek, trzeba się trochę pogimnastykować z wszelkimi plackami. Niekoniecznie, można zrobić fajne rzeczy bez jajek. To jest ciasto zrobione na bazie lekko podfermentowanej kaszy gryczanej. Tutaj całą robotę robi mleko kokosowe własnej produkcji. Zawsze lubiłem takie jadło - bierzesz w rękę i idziesz dalej. Czasami lubię sobie przypomnieć jak to się kiedyś nad ranem żywiłem w Poznaniu. Gdy wracałem ostatnim nocnym, lub pierwszym dziennym autobusem do domu :p Zdrowo może i nie było, ale za to jak wesoło :d 
A! bankowo zaraz ktoś podniesie larum, "ło Matko Bosko! w paleolicie nie mieli folii amelinowej!"
Ano.. jak i kompa, telefonu, a nawet (choć ciężko w to uwierzyć) prądu :)
Zresztą nie trzeba ich zawijać w folię, zawinąłem tylko 2 z sentymentu. Po prostu biorę je w ręce i jem nad talerzem, brudząc wszystko w około, starając się trafić w talerz :D

Potrzeba na 4-5 placków 
- 150 g białej kaszy gryczanej 
- 150 ml wody
- 150 ml mleka kokosowego
- 3 łyżki smalcu
- sól
- folia aluminiowa 

Farsz:
- 2 marchewki 
- 1 pietruszka
- 1 cebula
- 1 ząbek czosnku
- 100 g pieczarek 
- 2-3 łyżki musztardy 
- sól, pieprz
- łyżka smalcu 

==================================================================
KLIKNIJ! 👉  http://bit.ly/2oXZ8gPI i  przyjdź gotować z nami! :)
==================================================================

Wykonanie:

PLACKI:
- kaszę płuczemy - zalewamy wodą z kranu, mieszamy i odcedzamy na sicie 
- wsypujemy kaszę do naczynia (ja lubię litrowe słoiki)
- zalewamy wodą, mieszamy
- zostawiamy tak na 7 godzin (ja robię to około 11 rano. Wystarczy zabrać słoik do pracy i zalać wodą, zakręcić żeby nić nie ulać i wrócić z nim do domu)
- po tym czasie lekko solę i miksuję blenderem na gładką masę
- cały czas miksując dodaję luźny smalec (u mnie słoik cały czas stoi obok kuchenki a nie w lodówce i jest luźny) 
- powoli wlewam mleko kokosowe (cały czas blenduję)
- odstawiam na kilka minut (w tym czasie podsmażam warzywa)
- rozgrzewam patelnię z odrobiną tłuszczu (tyle, żeby lekko tłuste było)
- smażę placki po 4-5 min z każdej strony 

WARZYWA:
- marchew, pietruszkę obieram i kroję w cienkie paski (jak mi się nie chce, to trę na tarce)
- cebulę i czosnek obieram i kroję w kostkę
- pieczarki kroje na 4 części 
rozgrzewam na dużej patelni tłuszcz i smażę 
- najpierw cebulę z czosnkiem przez 2-3 minuty
- dorzucam warzywa i podsmażam 2-3 minuty
- dodaję pieczarki i podsmażam 2-3 minuty
- lekko solę i pieprzę 
- przykrywam pokrywką na 2 minuty 

- placki rozkładamy na desce
- smarujemy musztardą
- nakładamy po 2-3 łyżki farszu
- zawijamy tak, żeby z dołu był zamknięty (czyli taki pół krokiet)
- AM! :D 

Smacznego ! :) 










wtorek, 23 maja 2017

Pasztet z wiśniami w spirytusie


Eloszka!
Trochę to trwało, ale w końcu jest :p Przepis na pasztet wiśniowy :)
Co w nim takiego fajnego? Dwie rzeczy. Jak to było w jednym filmie:
Po pierwsze -  PRIMO!
To nie są zwykłe wiśnie. One są wesołe, bo utopione w spirytusie :) Skąd mam? A od mojego tatusia :) Robi nalewki wiśniowe i później przechylamy baniak i wydłubujemy z niego wisienki. Są tak kozackie, że nie zamarzają w zamrażarce :d Mogą leżeć kilka miesięcy, a cały czas są miękkie i gotowe do użycia :p
Po drugie -  PRIMO!
To jest pasztet najlepszy, czyli "z odzysku". Robiłem rosoły na gnotach pozostałych po świniobiuciu. Tak jak pisałem przy okazji rosołu, ze dwa kilogramy mięsa odzyskuję po ugotowaniu. Oczywiście są to małe kawałki, często tłuste i poprzerastane tkanką łączną. Tak o! do zjedzenia słabe. Ale na pasztet?  BOMBA!
Ponieważ mięso jest lekko wygotowane, to żeby podbić smak coś zawsze dodaje. Tym razem padło na wisienki. Wyszła naprawdę petarda :) Do tego dżem z czerwonej cebuli i klękajcie narody :) 
Co do wisienek jeszcze. Jak wiecie mam IO i w związku z tym zakaz alkoholu. Wszystko co zawiera % po obróbce termicznej traci go. W więc, tylko fajny smak te wiśnie pozostawiły, nie ma problemu, że po śniadaniu zatrzyma przemiły pan policjant i powie - panie kierowco, piło się wczoraj? :)

Przepis na marmoladę z cebuli macie  TUTAJ!

Pasztet 
Składniki:
- 2 kg mięsa wieprzowego (łopatka, karkówka, mięso wygotowane z kości)
- 2 marchewki 
- 2 pietruszki 
- 1/4 selera 
- 2 cebule 
- 0.5 kg wiśni w spirytusie
- sól, pieprz
- 3 liście laurowe
- 5 kulek ziela angielskiego
- 2 łyżki mąki kokosowej 
- 1 łyżka smalcu 

Wykonanie:
- warzywa obieramy i wrzucamy do garnka 
- dodajemy mięso - jak jest w jednym kawałku, to pokroić na 4-5 kawałków 
- dorzucamy liścia, ziela, sól i pieprz
- dodajemy jedną cebulę, którą kroimy razem z łupiną na pół 
gotujemy na małym ogniu 3 godziny 
- uzyskujemy rosół i mamy ugotowane mięso + warzywa
- wyjmujemy wszystko z garnka i czekamy aż lekko przestygnie
- szykujemy maszynkę do mięsa
- mielimy na przemian mięso z marchewką, pietruszką i selerem 
- jedną cebulę i czosnek obieramy, kroimy w kostkę i smażymy na smalcu na złoty kolor
- dodajemy do zmielonej masy
- dodajemy mąkę kokosową 
- dodajemy wiśnie (sprawdzić czy nie ma pestek!) 
- mieszamy dokładnie 
- bierzemy blaszkę lub naczynie żaroodporne i teraz tak
- możemy wyłożyć papierem do pieczenia, lub nie, jeśli mięso było dość tłuste. Ja miałem fajną tłustą masę i piekłem w 2 naczyniach.  Naczynia żaroodpornego nie wykładałem papierem, ale keksówkę już tak, bo nie chciałem się stresować, że mi się przyklei, a z naczynia łatwo jest wyjąć. 
- pieczemy około godziny w 180 stopniach
- po upieczeniu czekamy aż wystygnie i wkładamy do lodówki na noc
- jak się schłodzi, kroimy 



Pasztet po upieczeniu 


"Zamrożone" wisienki w spirytusie :) 

niedziela, 7 maja 2017

Racuszki z plantanów



Elo!
Widzę, że temat bananów warzywnych wzbudził spore zainteresowanie. W zasadzie się nie dziwimy z Tygryskiem :) My jemy węglowodany wieczorem, dlatego u nas takie cuś jest na kolacyję. Wczoraj znowu robiłem na kolację pizze z plantanów (ale taką głównie warzywną), a Asieńka mówi, że ona wolałaby jakieś placuszki bez jajek. Cóż.. MÓWISZ - MASZ. Ze mną jak z

sobota, 6 maja 2017

Bezglutenowa Pizza paleo



Elo!
Bezglutenowa pizza paleo poleca się na weekend :) 
Bawię się ostatnio śmiesznymi bananami - plantanami. Jeden z marketów na "L" miał ostatnio w ofercie. Poszedłem, cena była poniżej 5 ziko za kilo, to głupio było nie brać, jak normalnie to po 8 a i po 12 zyla potrafią być. Stoję w kolejce, stoję i stoję...